Inteligencja kolektywna / inteligencja konektywna.
grudzień 4, 2007 autor eversed
Pierre Levy z koncepcji rzeczywistości wirtualnej, obejmującej także komunikację sieciową, wysnuwa ideę inteligencji kolektywnej. Sieć internetowa łącząca ludzi ponad wszelkimi granicami terytorialnymi, ekonomicznymi i politycznymi, jest niezwykłym konstruktem, którzy rzeczywiście w niektórych aspektach zyskuje kategorię przezroczystości. Choć samo medium z pewnością nie jest transparentne, to jednak określona sytuacja międzyludzkiego spotkania może być sama w sobie tak znacząca, że znaczenie jakie w tym spotkaniu odegrało medium schodzi na trochę dalszy plan.
Bowiem w sytuacji takiego właśnie spotkania, w czasie którego wytwarza się coś więcej niż jakaś mikrospołeczność, wytwarza się wspólnota płaszczyzna tego spotkania. Globalny kontakt międzyludzki w ciągu ostatnich dwustu lat przybiera na intensywności. Wynalazki służące komunikacji – komunikacji na wielkie odległości sprawiły, że po raz pierwszy w historii zetknąć się mogły różne światy. I nawet nie zetknąć – gdyż pojedyncze wydarzenia kontaktu miały miejsce zawsze – ile stykać się. Może nie od razu ciągle, ale z pewnością już systematycznie.
Twórcy ARPANET-u – Robert Taylor i J.C.R. Licklider napisali w 1968 roku, że „Interaktywne wspólnoty będą opierały się na oddalonych od siebie geograficznie członkach, czasami skupionych w niewielkich grupach, czasami pracujących indywidualnie. Będą to społeczności wspólnych zainteresowań, nie lokalizacji.”
Przestrzeń geograficzna, która dla milionów ludzi stanowiła dotychczas barierę nie do przebycia, nagle zaczęła się kurczyć. I powoli coraz to inne priorytety zaczęły łączyć ludzi we wspólnoty. Nieunikniona, niemożliwa do przerwania materialna w wymowie więź jednej ziemi zaczęła ustępować miejsca więziotwórczym kryteriom duchowym – takim jak wspólnota wierzeń, czy przekonań. W porównaniu ze swoistą eksplozją wolności kontaktu, z jaką stykamy się teraz, rozrzuceni po świecie przedstawiciele jednej myśli mieli w XIX i XX wieku o wiele węższą sferę kontaktu. Wyłomem były współczesne media, przełomem – Internet.
Nigdy wcześniej grupa nie przeżywała kontaktu tak pełnego i tak wyabstrahowanego z rozpraszającego otoczenia. Komunikacja jest nieomal tak szybka jak myśl, w znacznym stopniu pozbawiona kontekstu innego, niż ten który tworzy grupa sama sobie. Oczywiście nie zawsze oznacza to jednomyślność czy wszechporozumienie. I dobrze. Jako, że siła wspólnot sieci nie tkwi w ich intelektualnej bezczynności, lecz w nieustannym osiąganiu porozumienia na przekór przeszkodom wewnętrznym i zewnętrznym. I jeżeli wspólnota jako taka postrzegana jest przez większość jej członków jako wartość sama w sobie (a często właśnie tak jest, jako że to właśnie jest cechą prymarną wspólnoty) – to w obronie jej spójności, jej interesów, jej efektywnego działania uruchomione zostaną siły intelektualne – będące razem, jako jedność, znacznie bardziej wyrafinowane niż jako suma jej poszczególnych elementów. Działa to w taki sam sposób, w jaki połączone komputery niesamowicie multiplikują w sieci moc obliczeniową.
Według Levy’ego możliwość takiej właśnie komunikacji przy jednoczesnym zaistnieniu całkowicie odmiennych, bardziej złożonych problemów może ewokować inteligencję kolektywną. Jej założenia polegają na tym, że grupa ludzi może razem działać i wykonywać jakieś zadanie, tak jakby była jednym, inteligentnym, samomonitorującym się i sterującym bytem, pracującym z jednym umysłem, a nie zbiorem niezależnych podmiotów intelektualnych.
W społeczeństwie sieciowym Internet staje się jednym z istotnych elementów konstruujących jednostkową tożsamość, pełniąc tę rolę obok rodziny, przyjaciół, środowiska lokalnego i makro struktur. Rosnące znaczenie tej płaszczyzny ludzkiej egzystencji znacząco wpływa na malejącą rolę niektórych z powyższych instytucji.
Podłączanie się oznacza nie tylko zdobycie dostępu do globalnej struktury w sferze fizycznej, oznacza także, a może przede wszystkim, uczynienie ze swojej jednostkowej tożsamości element oplatającej świat sieci. I pod tym względem medium całkowicie traci swoją przezroczystość.
Korzystanie z internetowych form międzyludzkiego kontaktu i obcowanie z różnymi problemami i różnymi opiniami dotyczacymi tych problemów, poza swoją rolą informacyjno – towarzyską, ulatwia sforulowanie własnych opinii. Tych, które były, ale niejasne, niedoprecyzowane, nie ujęte w słowa, te których dotychczas w ogóle nie było. Ta forma uczestnictwa w kolektywnym, choć jednostkowym doświadczeniu, pozwala się przyjrzeć własnym przekonaniom w różnych kontekstach, które spowodują utwierdzenie się w nich, lub zweryfikują je. Jest to zjawisko, które można umiejscowić pomiędzy teorią a praktyką. Teoria istnieje w oderwaniu od życia codziennego, często jest wobec niego nieadekwatna lub spóźniona. Praktyka jest czymś, co się wydarza, nie zawsze w sposób zdolny do przcwidzenia, często poza naszą kontrolą. Uczestniczenie zarówno w czyjejś praktyce i czyjejś na ten temat teorii, które dotyczą nas pośrednio, bezpośrednio lub nie dotyczą nas w ogóle pozwalają wyrobić w sobie zdanie na jakiś temat, przeanalizować to zdanie, skonfrontować z innymi, zanim dana sytuacja nas zaskoczy w naszym własnym życiu. Co wpływa na świadome przeżywanie rzeczy i sferę tej świadomości zbiorowej, zawieszonej między biegunem praktyki i teorii.
Zagadnienie kolektywnej rzeczywistości podejmuje też Derrick de Kerkhove w „Powłoce kultury“. Punktem wyjściowym dla jego rozważań na tym tle jest natychmiastowość, jako cecha globalizacji i dwa skutki, które wywołuje: bezpośredni dostęp i reakcja (które zamieniają nas w elektronicznych nomadów) oraz adaptacja. Połączenie tych skutków, oraz nasze obecne nieprzystosowanie do elektronicznej obecności sprawiają, że każda technologiczna innowacja jest dla nas zaskakująca w swoich społecznych, ekonomicznych i kulturowych konsekwencjach.
Brak niezbędnego dotychczasowego opóźnienia w łączności sprawia, że sytuacja w poszczególnych krajach, będąca niegdyś efektem czynników geograficznych czy militarnych zależy teraz od uwarunkowań psychologicznych.
Jesteśmy więźniami gry, która polega na stawaniu się aktorami na scenie swojej własnej wyobraźni. Pokutuje w nas nawyk tworzenia obrazu samego siebie, a w kulturze, w której obraz ma rolę pierwszoplanową, nasza dbałość o wizerunek może być bardzo czasochłonna, podczas gdy wielość tych wizerunków pochłania energię, którą niegdyś być może poświęcilibyśmy rozważaniom osobistym i grupowym. Szereg naszych sieciowych reprezentantów, choć chwili prawie całkowicie nie autonomicznych i szkieletowych, w końcu zacznie uzyskiwać status bytów częściowo świadomych. Różnorodne zastosowania, które znajdą różne podmioty dla naszych osobistych agentów cyfrowych popchnie przemysł do wyprodukowania naszych pomocników w myśleniu.
Obecność komputera jako medium, w którym przebywa, zakotwicza się i rozprzestrzenia wszelka ludzka działalność wywoła pytanie o elementy konstytutywne ludzkiej tożsamości.
Pewien ideał VR postuluje rozszerzenie naszego postrzegania zmysłowego, tak by stało się ono transportowalne (w sieci). Postęp technologiczny, który zmierza ku zapewnieniu nam pełniejszego istnienia w wirtualnym świecie (także poprzez elektroniczne wszczepy) – poprzez zmiany dotyczące sfery zmysłów, zmierza także do zmiany w naszym odbiorze wrażeń zmysłowych, tak by nasz umysł zdolny był pomieścić świadomość indywidualną i zbiorową. A jeżeli o wrażeniach zmysłowych już mowa – to mimo naszego wiekowego zanurzenia w kulturę wzroku, przyjdzie czas gdy uświadomimy sobie, że interaktywność to dotyk.
Dopiero bowiem dotyk jest kontaktem. Techniki interakcyjne, którym ma służyć integracja zmysłów, są fundamentem dla zbiorowej inteligencji. W tym rozumieniu sieć staje się nie tylko medium wymiany sygnałów, lecz medium rozprzestrzeniającym kontakt. A jest to medium (pierwsze w historii) zarazem ustne i pisemne, publiczne i prywatne, indywidualne i zbiorowe. Metamorfoza telewizji, wywołana powszechnością komputera sprawi, że stanie się ona tak prywatna, że przestanie mieć jakikolwiek wpływ na sferę publiczną. Nasze odczucie wspólnej przestrzeni nie będzie się już więc wywodzić z fizycznego otoczenia, czy telewizji, lecz raczej z przebywania w sieci. Znacząco wpływa to na relacje między jednostką a kolektywnością.
Przestrzeń sieci wypełniona jest stale zbiorową aktywnością ludzką, którą można wstępnie określić jako inteligencję zbiorową. Zmieni to postrzeganie nas samych w kontekście wyznaczników, które niegdyś określały naturę ludzką. Przeinaczeniu ulegnie pewna podstawowa kategoria bycia człowiekiem – który spośród tylu ofiarowanych mu darów nigdy dotąd nie otrzymał szansy wyjścia poza siebie, nawiązania bezpośredniego kontaktu.
Pola zainteresowań de Kerckhove’a i Levy’ego w obszarze zmian, które mogą dotknąć inteligencji ludzkiej, w wielu miejscach pokrywają się. Podstawową różnicą terminologiczną pomiędzy ich poglądami jest inteligencja konektywna (connective intelligence), którą proponuje de Kerkhove w miejsce inteligencji kolektywnej (collective intelligence) Levy’ego. Różnica, która znajduje miejsce w terminologii jest znacznie głębsza niż tylko pojęciowa.
Levy kładzie przede wszystkim nacisk na względnie spójny konstrukt, który zostaje stworzony na bazie indywidualnych inteligencji za pomocą medium, jakim jest Internet. Jest to u niego kategoria dominująca.
De Kerckhove z kolei skupia się na momencie kontaktu, połączenia, które następuje w sieci – którego efektem może być coś na kształt inteligencji zbiorowej, ale która wciąż nie stanowi jednolitej struktury. Możliwość tego kontaktu, połączenia jest dla niego fenomenem niepowtarzalnym. Według de Kerckhove’a to jedna z dróg, która prowadzi do osiągnięcia kolektywnej inteligencji.
Egzystencja podmiotu w VR ujawnia się zasadniczo w trzech płaszczyznach – jak twierdzi Monika Miczka-Pajestka w artykule „Podmiot i jego cyfrowa egzystencja“ : tej łączącej istnienie podmiotu w rzeczywistości realnej z jego równoczesnym „bytowaniem” w rzeczywistości sztucznie wygenerowanej przez komputer; tej dotyczącej jego zanurzenia „pomiędzy” światami wirtualnymi (z wirtualnymi obszarami istnienia – komunikacją, własną osobowością „online”, zmienną tożsamością oraz nawigacją); tej uwidocznionej poprzez „przejścia” między wymiarami, rzeczywistościami, racjonalnościami, między byciem psycho-fizycznym a byciem cyfrowym.
Oprócz inteligencji kolektywnej na uwagę zasługuje także zjawisko emocjonalności kolektywnej – gdy grupa reaguje emocjonalnie jak jedność. Emocje w stosunku do uczestnika, który występuje na zewnątrz grupy są zawsze ponad nieporozumieniami poszczególnych ich członków – gniew w przypadku naruszenia zasad grupy zawsze jest wspólny i wyrażany jest jako jedna wspólna emocja, a nie zbiór emocji poszczególnych członków. Emocjonalność staje się wręcz konstytutywnym elementem danej zbiorowości – i jest zawsze wspólnym konstruktem, wspólnym odczuwaniem.
Reprezentacje poszczególnych członków zbiorowości sieci tworzą wręcz osobowość kolektywną, tym bardziej odmienną od zwyczajnego zbioru ich osobowości – że osobowość ta może być rozpoznana i akceptowana, bądź odrzucona przez podmioty, z którymi się ona spotyka – zaklasyfikowana jako osobowość charakterystyczna dla poszczególnych ról społecznych, lub typów personalnych.
„Osobowość człowieka sieci” – wg Sherry Turkle – to pastisz osobowości – nie ma jej jako integralnej całości, jest tylko jej właściwa reprezentacja w odpowiednim czasie i kontekście, pozostająca bez uszczerbku dla wewnętrznego poczucia całości.
W jakim kontekście jawi się tutaj rozważana możliwość transformacji człowieka w cyborga?
S. Lem napisał kiedyś, że trudno wyznaczyć konkretną granicę pomiędzy człowiekiem a cyborgiem. Tak jak utrata jednego włosa nie czyni z człowieka łysego, tak utrata jednej czysto ludzkiej kompetencji, bądź zyskanie kompetencji nieludzkiej nie uczyni z jednostki robota. Jednak jedna zmiana prowadzi do drugiej i zanim się obejrzymy możemy nie mieć już nic wspólnego z niegdysiejszym człowiekiem.
Postawi to znak zapytania nad wszystkimi teoriami osobowości.
Nowego człowieka nie można będzie oceniać według kryteriów, którymi kierowano się w ocenie człowieka przeszłości.
Nie tylko zresztą kryteria ulegną przemianie, ale i sam obserwator – skoro osobowość przestanie być konstruktem specyficznym dla jednostki, obserwatorami staną się zarówno podmioty zewnętrzne, jak i składowe złożonego podmiotu dysponującego określoną osobowością.
Zarówno inteligencja jak i osobowość pozbawiona osadzenia w ciele traci pewien pierwiastek ludzki - wciąż jest w człowieczeństwie zakorzeniona (w końcu przed monitorami siedzą całkowicie cieleśni ludzie) lecz jednocześnie jest czymś pozbawionym pojedynczego, materialnie istniejącego ciała. Wszelkie ich dotyczące zagrożenia naturalną koleją rzeczy postrzegane są jako związane z ich wewnętrzną kondycją, a nie fizyczną egzystencją. Wewnętrzna spójność staje się priorytetem i stąd być może tak restrykcyjne przepisy dotyczące zachowań niezgodnych z polityką grupy (łącznie z groźbą bana – wykluczenia ze społeczności, korzeniami tkwiącego w ban-icji członków plemion pierwotnych). Oczywiście zrozumiała jest pewna niezależność komponentów struktury, jednak odrębność ta mieści się zwykle w ogólnych ramach przyjętych przez grupę za dla niej charakterystyczne.
Fenomeny kolektywne – jakkolwiek ich pełna realizacja wciąż może przybrać w przyszłości nowe kierunki – są z jednej strony potwierdzeniem zachowań specyficznych dla człowieka, z drugiej zaś całkowicie nową jakością, dotychczas niemożliwą do zrealizowania.

