W kontekście dyskusji o rzeczywistości wirtualnej jako medium przyszłości zagadnienie dwustronnej komunikacji pomiędzy przyszłymi użytkownikami, a elitami intelektualnymi i naukowymi ma nieocenione znaczenie.
Realizacja bowiem tego stanu rzeczy, zależy nie tylko od rozwoju technologii, które to umożliwią, ale przede wszystkim od zastosowań, które nadadzą im ludzie.
Jaron Lanier podejmując błahy, z punktu widzenia kół naukowych, spór z totalistami tak naprawdę wyszedł w stronę nawiązania komunikacji z ludźmi, którym zdecydowanie łatwiej jest przyjąć prądy takie, jak totalizm cybernetyczny ( do ludzi raczej skierowany) niż „wejść” w świat fachowej dyskusji naukowców.
Przekaźnik jest przekazem, powiedział Marshall McLuhan.
A ludzie nadają przekazowi znaczenie, dodał John Fiske.
Będąc ostrożnym zarówno w stosunku do przełomowych osiągnięć technologii, jak i do uporczywego negowania postępu, Jaron Lanier (twórca terminu „rzeczywistości wirtulnej“, pionier teorii o VR, mimo że nie naukowiec) szczególnie nieufnie odnosi się do poglądów będących skutkiem braku podstawowych informacji z dziedziny komputeryzacji, jak i niechęci do zdobycia tej wiedzy.
Wyrazem jego krytycznego podejścia do ludzi będących bezrefleksyjnymi zwolennikami postępu, którym obca jest tradycja naukowego sceptycyzmu jest „Połowa manifestu” („One Half Of A Manifesto”, 2000 r.).
Ruch nazywany „totalizmem cybernetycznym“ ma według niego szansę wpłynąć na ludzkie doświadczenie w znacznie większym stopniu niż dotychczas uczyniła to jakakolwiek ideologia, religia, czy system polityczny. Może stać się dlatego, że jest tak miły dla umysłu, przynajmniej początkowo, lecz przede wszystkim dlatego, że wykorzystuje teorię wszechmocnych technologii, które tworzone są przez, w dużym stopniu, prawdziwych wyznawców.
Rozumienie słowa „cybernetyczny” wywodzi się w tym miejscu od osoby Norberta Weinera, który użył metafory pomiędzy morską nawigacją a reakcyjnym urządzeniem, które kontroluje system mechaniczny (jak np. termostat). Ważne jest także to, by zauważyć, że Lanier podejmując dyskusję z totalizmem cybernetycznym, nie podejmuje jej z cybernetyką samą w sobie – dystans pomiędzy rozpoznaniem wielkiej metafory, a traktowaniem jej, jako jedynej jest podobny temu, który dzieli skromną naukę i dogmatyczną religię.
Jaron Lanier zauważa, że znajdujemy się w dobie globalnego rozkwitu kultury komputerowej, wyrastającej głównie niezależnie od elit technologicznych, które z góry odrzucają idee, które atakuje w swojej wypowiedzi. Pełen manifest oznaczałby próbę opisu i promocji tej kultury pozytywnej.
W dyskusji tej Lanier powołuje się i ustosunkowuje do 5 reguł, wokół których skupia się totalizm cybernetyczny.
Pierwszą z nich jest przekonanie, że model informacyjny zapewni ostateczny i najlepszy sposób do zrozumienia rzeczywistości.
Impuls cybernetyczny, jest według Autora początkowo napędzany przez ludzkie ego (choć może w przyszłości okazać się, że jest jego wrogiem).
Według totalistów spoglądających na kulturę, autonomiczne tropy mentalne są rodzajem wirusów, zajmujących przestrzeń ludzkiego umysłu. Jest to dla nich pozycja wygodna, bowiem stawia ich na poziomie zrozumienia całości ludzkości, pozwalając jednocześnie zignorować takie kulturowe szczegóły jak dany czas i przestrzeń. Pierwsze z przekonań totalistów pojawiło się na scenie, w tym samym momencie, w którym pojawiły się na niej pierwsze komputery. Alternatywą dla niego może stać się fakt, że cybernetyczny model fenomenu nigdy nie będzie tym samym co sam model, jako że nie potrafimy zbudować komputerów, które by te modele realizowały.
Innymi słowy realne komputery nie są tym samym, czym komputery idealne.
Psują się, nie zawsze z racjonalnych przyczyn i w irracjonalny sposób opierają się logicznym próbom ulepszania ich. Pojawia się w tym miejscu także kwestia kontekstu kulturowego – trudno jest wyobrazić sobie, by zastosowanie czy choćby samo istnienie komputera było „do pomyślenia” w kontekście skrajnie odmiennym od naszego.
Jednakże powyższa dyskusja zawsze ostatecznie przekształci się w kombinacje technicznych argumentów o teorii informacyjnej i postaw filozoficznych, które w dużej mierze wyrastają z gustów i przekonań.
I choć nasuwa się myśl, że każde z ludzkich odkryć w płaszczyźnie postrzegania, porozumiewania się, czy wymiany myśli przynosiło wiedzę o rzeczywistości – może nie lepszą, ale pod pewnymi względami bardziej dokładną i na pewno inną, to rzeczywiście chyba należałoby być ostrożnym w absolutyzowaniu modelu informacyjnego. Choć jest on osiągnięciem względnie nowym i jako taki – budzi duże emocje i nadzieje, próba zastosowania go w każdej dziedzinie, jako jedynego sposobu, nakłada na nas spore ograniczenia. A ograniczenia w wielu przypadkach oznaczają przeoczenia. Jest to duże ryzyko nawet przy założeniu, że model ten jest nieomylny, a z tego, co wie każdy współczesny użytkownik komputera – do bezbłędności prowadzi daleka droga.
Drugą – że ludzie nie są niczym więcej niż modelami cybernetycznymi.
Fantazją każdego totalisty jest Sztuczna Inteligencja. Podstawowym zastrzeżeniem, jakie ma Lanier do tej wizji jest to, że nawet zakładając że powstanie komputer zdolny do tego, by zaprojektować swoich własnych następców, rozpoczynając proces wiodący ku Bogu-podobnej maszynie, ktoś musiałby najpierw napisać oprogramowanie, które rozpoczęłoby całe to działanie – a jak na razie ludzie nie dali żadnego dowodu, że są w stanie tego dokonać. Zatem idea zakłada, że komputery staną się na tyle inteligentne same z siebie i same napiszą sobie oprogramowanie.
Podstawowy błąd tkwi także w teście Turinga, który powiedział, że w chwili gdy ludzki sędzia prowadząc rozmowę z niewidocznymi – drugim człowiekiem i komputerem, nie będzie w stanie stwierdzić, który z jego rozmówców należy do rasy ludzkiej – w tej właśnie chwili komputer osiągnie moralny i intelektualny status „człowieczeństwa”.
Błąd ten polega na tym, że według Turinga jedynym wytłumaczeniem sytuacji, w której nie można rozpoznać człowieka wśród rozmówców jest rozwój komputera, nie dostrzegł zaś drugiego, równie poprawnego rozwiązania – że to człowiek stał się mniej inteligentny, czy mniej ludzki.
Wciąż jednak wolimy myśleć, że dostępny nam jest jedynie rozwój, nie degeneracja. Wierzymy w swój rozwój moralny i umysłowy, w naukę, w technologię, która pełni wychowującą rolę religii i autorytetu, która chroni nas przed głupotą, która jest przecież zaprzeczeniem samej możliwości inwencji. Prawda?
Jeżeli zaś chodzi o Laniera, stwierdza on jeszcze, dość złośliwie -, że sami spowodowaliśmy, że test Turinga przeszedł. Nie ma według niego żadnej epistemologicznej różnicy pomiędzy sztuczna inteligencją i akceptacją źle zaprojektowanego oprogramowania komputerowego.
Test Turinga przemienił się w ostatnich latach (od 1990 roku) w konkurs nazwany „Nagrodą Loebnera” – w którym corocznie biorą udział projektanci botów (czyli sztucznych rozmówców). Testu Turinga nie udało się jak na razie zdać żadnemu z nich, jednak autorzy tych, które zachowywać się będą najbardziej „ludzko” otrzymują wysokie nagrody. Od 1995 roku konkurs stale wygrywa program „Alice” stworzony przez Richarda Wallace’a.
Jaron Lanier rozważając znaczenie SI stwierdza, że może być ono lepiej zrozumiane jako system wiary zamiast technologii. Może być wtedy dobrym usprawiedliwieniem dla irytujących zastosowań oprogramowania jak np. WindowsWord, czy PowerPoint które nieustannie zgadują, co użytkownik naprawdę chciał napisać.
Ze złośliwością czasami nieomal ludzką.
Trzecią – że subiektywne doświadczenie nie istnieje, lub jest nieistotne jako efekt peryferyjny, lub efekt otoczenia.
Pojawia się w związku z tym moralny problem – kiedy „dusza” powinna stać się atrybutem spostrzeganych modeli w świecie? W obliczu postępu wydaje się oczywiste, że jako ludzie stoimy w ciągłej konfrontacji z nie-ludzkimi i meta-ludzkimi aktorami w naszym życiu i wydają się oni być znacznie bardziej potężni niż my. Zatem czy podejmujemy decyzje na podstawie potrzeb i pragnień „tradycyjnych” ludzi biologicznych, czy może któryś z tych aktorów także zasługuje na uwagę?
Każdy człowiek ma wokół siebie symboliczny „krąg empatii” – w nim znajdują się te wartości, które są dla niego najcenniejsze, te mniej cenne znajdują się poza obrębem kręgu. Czy komputer powinien być umiejscowiony w jego wnętrzu?
Zadanie, by racjonalnie dowieść możliwości posiadania przez komputer zdolności do odczuwania jest współczesną wersją udowadniania istnienia Boga. I podobnie jak miało to miejsce w przypadku Boga, wiele wielkich umysłów włożyło i włoży w to zadanie sporo energii, by w końcu pojawił się cybernetycznie myślący Kant XXI wieku i przedstawił niezbity dowód na to, że wysiłki te są płonne.
Filozof totalistów Daniel Dennet twierdzi, że człowiek jest wyspecjalizowanym komputerem, a zaznaczanie różnicy pomiędzy ludźmi, a komputerami jest sentymentalną stratą czasu. Według niego nawet doświadczenie, które odróżnia nas od maszyn jest jedynie iluzją. Jednak doświadczenie jest jedyną rzeczą, która nie poddaje się iluzji, jako że iluzja także jest doświadczeniem.
Zatem, wyprzedzając nieco przyszłość i zakładając że Kant naszych czasów już się objawił – umieszczenie komputera w „kręgu empatii” jest ostatecznie sprawą wiary. I naszej osobistej decyzji.
Czwartą – że to, co Darwin opisał w biologii jest także opisem całej możliwej kreatywności i kultury.
Zastosowanie teorii ewolucji w dziedzinie postępu – także technologicznego i kulturowego jest pomysłem kontrowersyjnym, choć raczej nie nowym. W podobnym kierunku szedł Rudolf Kjellen tworząc teorie geopolityki, w której geografia miała wpływ na procesy społeczne i polityczne, nie tylko na ich charakter, ale i samo zaistnienie.
Jednak – skoro ludzkość jest jak na razie miarą ewolucji, będziemy także miarą wobec gatunku sukcesorów, którzy mogą być na wyższym szczeblu ewolucji niż my. Będziemy musieli antropomorfizować (aby postrzegać) tę „wyższą niż ludzką” formę życia, szczególnie jeżeli zaistnieje w świecie informacji, jakim jest Internet.
Innymi słowy będziemy równie wiarygodni w oszacowani statusu nowych super-istot, jak jesteśmy w przypadku cech psów obecnie ( Lanier dodaje, że zanim stwierdzimy jak oczywiste to będzie w takim razie, powinniśmy się udać na jakieś psie show, lub spotkanie tych, którzy wierzą że zostali uprowadzeni przez UFO – ludzie są demonstracyjnie szaleni, kiedy przychodzi do oszacowania nie-ludzkiego odczuwania).
Najdoskonalszą opowieścią o niepojętej Inności – stanowiącą szczyt ludzkich możliwości w tym względzie jest „Solaris” Stanisława Lema. Ukoronowanie wysiłku wyzwolenia się od antropocentryzmu, z którego nie mamy szans się wyzwolić.
Lem wiedział jak przedstawiać coś, co z założenia jest nam zupełnie obce – nie przedstawiać istoty tego w ogóle. Solarystyka to tylko opisy – a za nimi – wielka zagadka.
Każda inna znana mi historia o Innym była de facto tylko i wyłącznie opowieścią o nas. O ludziach. Par excellence.
Nie żeby Solaris nie była taką opowieścią – w paradoksalny sposób w ten sam sposób w jaki zbliżyła się do prawdy o Obcym, także najbardziej zbliżyła się do prawdy o Człowieku.
Obraz zwykle staje się nieco bardziej kompletny dzięki porównaniu.
W sumie nie ma przeszkód, by interpretować Darwina w sposób szerszy – wprowadzić go do psychologii, bowiem ludzkość doznała kilkakrotnie oświeceń, które być może staną się w przyszłości częścią ulepszonego (wy-ewoluowanego) zrozumienia natury, także ludzkiej.
Autor stwierdza, że totaliści ze względu na brak kompetencji w publicznej dyskusji mogą być przypadkiem częściowo odpowiedzialni za przypływ fundamentalnej religijnej reakcji przeciwko biologii racjonalnej. Ich uwagi dotyczące teorii Darwina mogą nie tylko zantagonizować, ale wyalienować ich od tych, którzy zwyczajnie nie podzielają ich wizji.
Teoria Darwina była spojrzeniem całkowicie nowym, na tle dotychczasowych poglądów naukowych – po pierwsze dlatego, że dla dziewiętnastowiecznego umysłu szokiem był sam pomysł, że jest spokrewniony ze zwierzęciem, po drugie zaś dlatego, że ewolucja według Darwina nie kieruje się żadną „siłą” porównywalną do elektromagnetyzmu. Jest ona zasadą, którą można wykryć w pojawianiu się zdarzeń, nie jest jednak siłą, która wydarzeniami kieruje. Jest to subtelna różnica. A jednak znacząca.
W naturze ewolucja wydaje się błyskotliwa w dziele optymalizacji, lecz głupia w przypadku strategii. Jak to możliwe, że tworząc tak znakomite systemy obronne, pazury, pancerze, szczęki, stopy, nie „wynalazła” koła? Które przecież mogłoby stanowić wielki atut, a nie pojawiło się ani razu?
W kulturze znajduje się ponadto wiele zjawisk, które z ewolucją niewiele mają wspólnego. Jak na przykład tworzenie abstrakcyjnych systemów symbolicznych – reprezentacji świata w umyśle, tych samych, których pomimo wielu wysiłków nie da się zaprogramować w sztucznym umyśle komputera.
Ostatecznym zaś argumentem przeciwko czwartej regule Totalistów jest ten, że upłynęło już ponad 10 lat od kiedy zaczęto programować i pomimo pewnych sukcesów, software nie dokonał jak na razie żadnego skoku ewolucyjnego.
Piątą – że zarówno ilościowe jak i jakościowe aspekty systemów informacyjnych będą rozwijały się według Praw Moore’a.
Prawa Moore’a mówią o tym, że komputery będą stawały się coraz lepsze, i jednocześnie coraz tańsze.
Lanier w żaden sposób nie neguje samego zjawiska, zadaje jednak pytanie czy to, że komputer będzie milion razy szybszy będzie rzeczywiście zmianą jakościową? I czy będzie go wtedy można porównywać z ludzkim mózgiem i jego możliwościami?
Ponadto – pomimo, że rzeczywiście same komputery są coraz szybsze, ich oprogramowanie jest coraz wolniejsze. Głównym tego powodem jest „kruchość”. Oprogramowanie złamie się prędzej niż wygnie, zatem wymaga perfekcji w świecie, który preferuje statystyki.
Kiedy wzrastają możliwości komputera, tym samym bazy danych i liczba wykonywanych operacji, okazuje się, że czas potrzebny na ich obliczenie nie przyrasta w sposób linearny. Problem dwa razy większy potrzebuje więcej niż dwa razy tyle czasu na rozwiązanie. A kiedy zadania spiętrzają się, w jednej części systemu pojawia się przewężenie, które powoduje… korek na drodze.
I tu znów pojawia się problem „kruchości”- im większy jest komputer, do którego stosuje się określone oprogramowanie, tym większa szansa na pojawienie się wielu różnic pomiędzy danym komputerem, a środowiskiem do którego zostało stworzone oprogramowanie, a to z kolei wywoła niekompatybilność między nimi.
Najważniejsze zatem pytanie dotyczy tego – czy oprogramowanie jest tak nieefektywne poprzez ludzki błąd, czy jest to trudność nieodłączna dla natury software’u – i w ujęciu totalistów jest to pytanie związane z przyszłością ludzkości.
Szóstą – że biologia i fizyka stopi się z nauką komputerową (stając się biotechnologią i nanotechnologią), sprawiając że życie i fizyczny wszechświat stanie się ożywiony, osiągając założoną naturę software’u komputerowego. Zdarzyć ma się to niedługo. Odkąd rozwój technologii komputerowej jest tak szybki, wchłonie inne procesy cybernetyczne, jak ludzi i ostatecznie odmieni całą naturę w obrębie znanego sąsiedztwa Ziemi w chwili, w której nowa „krytyczność” zostanie osiągnięta (około roku 2020). Bycie człowiekiem będzie po tym momencie albo niemożliwe, albo całkowicie inne.
Wszystkie sześć reguł znajduje wyraz w dziele filozofa Totalistów – Raya Kurtzweila – „The Age of Spiritual Machines”.
Podstawową skazą szóstego założenia jest to, że totaliści cybernetyczni mylą wciąż komputer idealny z rzeczywistym. Zachowują się one zupełnie inaczej.
U podstaw stwierdzenia, że komputer i SI zastąpią mózg ludzki, leży przekonanie, że komputer będzie przynajmniej tak potężny jak umysł człowieka. Lanier uważa, że na bazie naszej obecnej wiedzy trudno jest nawet mierzyć komputer i mózg.
W perspektywie totalistów – komputery będą w stanie zaprezentować nano-produkcję, szybko nauczą się powielać i ulepszać i w ten lub inny sposób, wyeliminują ludzkość. Jeżeli nawet zdecydują się nas ocalić, źli ludzie wykorzystają maszyny przeciwko reszcie z nas.
Trzeba przyznać, że scenariusz jest o tyle fantastyczny, co coraz bardziej popularny. Poglądy totalistów padają na podatny grunt, na którym niechęć do postępu łączy się z niewiedzą.
Jeżeli chodzi o Jarona Laniera, jego wizja Terroru jest nieco inna i wiąże się z tym, że wszelkie istotne dane przechowywane są za pomocą poszczególnych produkcyjnych bubli – które rodzą problem wydobycia danych z jednego i przerzucenie ich do następnego. Prawdziwy przełom nastąpi wtedy, gdy będziemy w stanie stworzyć oprogramowanie, które będzie samo radziło sobie z takimi bublami.
A jaki jest długoterminowy scenariusz, w którym sprzęt wciąż się ulepsza, a software się nie zmienia? Po pierwsze – powoduje to wzrost zatrudnienia. Ciut nieomal spełnienie marzeń socjalistów o pełnym zatrudnieniu, zrealizowane za pomocą kapitalistycznych środków.
Innym problemem jest ten – że systemy informatyczne rzeczywiście wpłyną na rozwój kapitalizmu. Fortuny będzie można zdobywać w ciągu kilku miesięcy, a nie kilku dekad – za to życie będzie dłuższe. Młodzi ludzie wychowani w dobrobycie i kulturze „brania” będą całkowicie niezdolni emocjonalnie do przyjęcia warunków, które my aktualnie określamy jako normalne. Przepaść pomiędzy najbogatszymi i resztą stanie się niewyobrażalna. Wykorzystując zdobycze rozwijającej się nauki – bogaci mogą stać się niemal innym gatunkiem, dzięki możliwości wprowadzania zmian genetycznych. Mogą wręcz stać się bliscy nieśmiertelności.
Nieśmiertelność zaś, według Laniera, będzie zjawiskiem drogim, jeżeli oprogramowanie pozostanie tak mało efektywne jak dziś i paradoksalnie – tanim, jeżeli ulegnie znaczącej poprawie.
I, co za ironia losu – te właściwości komputera, które doprowadzają nas dzisiaj do szału, a wielu z nas zapewniają pracę, stanowią najlepszą gwarancję przetrwania naszego gatunku kiedy będziemy odkrywać odległe krańce technologicznych możliwości.
Swoim manifestem Jaron Lanier wchodzi w sferę niemal pustą obecnie – dialogu między naukowcem, a społeczeństwem. totalizm cybernetyczny jest bez wątpienia prądem, który może znaleźć szerokie poparcie wśród społeczeństwa. Poparcie to nie będzie miało podstaw w wiedzy, w naukowych, logicznych argumentach, lecz będzie bazowało na emocjach i niedopowiedzeniach. Niedopowiedzeniach ze strony naukowców właśnie.
Tak bowiem, jak mimowolnie totaliści wywołali wzmożoną działalność fundamentalnych ruchów religijnych, tak koła naukowe, swoim milczeniem wywołują zamęt w świadomości ludzi. Dyskusja na temat postępu prowadzona jest obecnie na dwóch poziomach : naukowym i popularnym. Naukowcy komunikują się generalnie z naukowcami, posługując się tym samym kodem i kompetencją językową. Problemy, które rozważają rzadko są irracjonalne i dalece bardziej abstrakcyjne. Dyskusja na poziomie publicznym odbywa się na podstawach wynikających z upowszechniania się błędnych informacji, mylnych założeń i stereotypów. Sporadyczne wystąpienia specjalistów nie są w stanie przerzucić pomostu porozumienia pomiędzy dwoma płaszczyznami tego samego, ale tak naprawdę skrajnie różnych dyskursów.
Być może postęp technologiczny, będący głównie dziełem naukowców potoczy się swoją koleją, niezależnie od nastrojów społecznych. Jednak nie sposób mówić o tym samym kierunku przemian w społeczeństwie i technologii, gdy przekonania panujące w obu tych sferach są zupełnie różne. A przecież o ile na sam fakt wynalezienia „nowego” społeczeństwo ma względnie niewielki wpływ, to na jego przyjęcie i zastosowanie ma wpływ ogromny.
W kontekście dyskusji o rzeczywistości wirtualnej jako medium przyszłości zagadnienie dwustronnej komunikacji pomiędzy przyszłymi użytkownikami, a elitami intelektualnymi i naukowymi ma nieocenione znaczenie.
Realizacja bowiem tego stanu rzeczy, zależy nie tylko od rozwoju technologii, które to umożliwią, ale przede wszystkim od zastosowań, które nadadzą im ludzie.
Jaron Lanier podejmując błahy, z punktu widzenia kół naukowych, spór z totalistami tak naprawdę wyszedł w stronę nawiązania komunikacji z ludźmi, którym zdecydowanie łatwiej jest przyjąć prądy takie, jak totalizm cybernetyczny ( do ludzi raczej skierowany) niż „wejść” w świat fachowej dyskusji naukowców.
Przekaźnik jest przekazem, powiedział Marshall McLuhan.
A ludzie nadają przekazowi znaczenie, dodał John Fiske.

