- wg Howarda Rheingolda
grudzień 5, 2007 autor eversed
Mniejszy nacisk na numeryzację informacji, a większy na czynnik ludzki kładzie Howard Rheingold w swojej książce „The Virtual Community”. Według niego cyberprzestrzeń to termin, którego używają ludzie dla określenia konceptualnej przestrzeni, w której słowa, relacje międzyludzkie, zamożność i władza objawia się poprzez ludzi korzystających z technologii skomputeryzowanego komunikowania się.
Według spostrzeżeń Rheingolda wszędzie, gdzie pojawiał się dostęp do tych technologii ludzie przejawiali tendencję do kreowania wokół niej wirtualnych wspólnot. Podejrzewa on, że ma to pewien związek z tym, że głęboka potrzeba komunikacji narasta wśród ludzi wraz z zanikaniem nieformalnych przestrzeni publicznych z prawdziwego życia. Jednocześnie zauważa on, że przyszłość cyberprzestrzeni jest silnie związana z przyszłością takich zjawisk jak wspólnota, demokracja, edukacja, nauka i życie intelektualne – wartości, które mają dla ludzi ogromne znaczenie, niezależnie od tego, czy dbają oni o rozwój technologii komputerowych.
Cybeprzestrzeń nie jest zjawiskiem, które można ująć w ramy jednej metafory. Społeczności wirtualne są miejscem, gdzie spotykają się ludzie, ale gdzie także są narzędziami, a aspekt spotkania się i aspekt bycia narzędziem tylko częściowo na siebie zachodzą.
Jest to także przestrzeń, która tworzy żyjącą bazę ekspercką, złożoną z ludzi, którzy w grupie myślą inaczej niż robiliby to w przypadku spotkania twarzą w twarz.
Jej zaletą jest wykreowanie różnorodnych punktów widzenia i możliwość przyjmowania różnych tożsamości. Jest to jednocześnie miejsce gdzie kieruje się globalna komunikacja i rozrywka.
Element cyberprzestrzeni, o którym nie wspomina Rheingold to przestrzeń wszystkich mediów cyfrowych, także rozwijającej się prężnie telefonii komórkowej.
Cybeprzestrzeń składałaby się zatem z dwóch związanych ze sobą i wzajemnie na siebie wpływających obszarów – płaszczyzny technologicznej i przestrzeni społecznej dla szeroko pojętego kontaktu międzyludzkiego.
Problematyka ta podejmowana była także przez Michaela Heima, na pograniczu filozofii i technologii. Mówi on: „Cyberprzestrzeń stanowi praktyczne wprowadzenie w życie idei platonizmu. Cybernauta wyposażony w urządzenie do zasilania zmysłów wydaje się być – i w istocie jest – pochłonięty przez cały tamten świat. Unosząc się w komputerowej przestrzeni, wydostaje się z więzienia własnego ciała i wkracza w świat cyfrowych zmysłów”. Spostrzega zatem obiekt wirtualny przede wszystkim jako „realne nie jako fakt, ale jako efekt”.
Czyż nie kusząca to perspektywa?
Pod warunkiem, rzecz jasna, że przestrzeń ta oferuje przede wszystkim (także?) piękno i wolność.
Istotnym tutaj wydaje się być rozróżnienie, którego dokonał Piotr Sitarski („Rozmowa z cyfrowym cieniem“) pomiędzy cyberprzestrzenią, która w odróżnieniu od VR nie jest medium, a raczej obszarem, pod pewnymi względami podobnym do obszaru geograficznego i rzeczywistością wirtualną, która staje się sposobem transportowania tego obszaru na przestrzeń dostępną ludzkim doznaniom.

