Sztuczny czlowiek.
grudzień 8, 2007 autor eversed
Cyborg jest bytem ambiwalentnym, niejednoznacznym, jednocześnie naturalnym i sztucznym. Związek ciała i maszyny jest bodaj najbardziej intymnym związkiem, jaki może zaistnieć w ludzkim doświadczeniu, przy czym jest związkiem bezpłciowym, a-seksualnym. Jego ambiwalencja opiera się ponadto na fakcie, że jest bytem zarówno fikcyjnym (uosobieniem społecznej i cielesnej rzeczywistości) jak i źródłem wyobraźni, z którego można czerpać pomysły – jest zatem zarazem „zamknięty” i „otwarty”.
Cyborg – „(z ang. cybernetic organism) – połączenie człowieka i maszyny. Pojęcie to miało swoje początki w filmach i komiksach gatunku science fiction (…) Zasadniczo jeżeli w definicji cyborga użyjemy zwrotu “połączenie człowieka i maszyny” to cyborgiem jest każdy człowiek posiadający jakikolwiek implant będący urządzeniem mechanicznym lub elektronicznym np. rozrusznik serca.” (Wikipedia).
Byłaby to najprostsza wyjściowa definicja cyborga – jako być może nowej jakości kondycji ludzkiej, w perspektywie nie dalszej niż kilka, kilkanaście lat. Wszczepy w rodzaju rozruszników serca są w popularnym medycznym użyciu, a jednak nikt chyba nie określa noszących je ludzi mianem cyborgów. Czy bardziej znaczący jest tutaj stopień wprowadzonych w ciało sztucznych elementów, czy raczej ich widoczność? Kilkucentymetrowy mechanizm ukryty w głębi naszego serca nie jest w stanie zwrócić niczyjej uwagi, jest niewidoczny. Jednak jeżeli w miarę rozwoju technologii i nauki – elementy służące usprawnieniu funkcjonowania naszego organizmu, wyposażeniu go w nowe kompetencje, staną się widoczniejsze, zaczną zajmować znaczniejszą powierzchnię ciała – czy pytanie o różnicę między człowiekiem a cyborgiem nie zostanie ponownie postawione?
Fantastyka naukowa przyzwyczaja nas od lat do obrazu przyszłego społeczeństwa, w którym oprócz ludzi funkcjonują jednostki wykreowane całkowicie lub częściowo sztucznie – na „bazie” ciała ludzkiego.
Donna Haraway w swoim „Manifeście cyborga” pisze: „Cyborg to cybernetyczny organizm, hybryda powstająca ze skrzyżowania maszyny i organizmu. To postać fikcyjna, a jednocześnie wytwór społecznej rzeczywistości”. Odnosząc futurystyczną tematykę do współczesnych zagadnień feministycznych, zauważa przy tym, że społeczna rzeczywistość obejmuje zarówno realnie istniejące związku, jak i politykę, fikcję, która wpływa na te związki.
Cyborg jest bytem ambiwalentnym, niejednoznacznym, jednocześnie naturalnym i sztucznym. Związek ciała i maszyny jest bodaj najbardziej intymnym związkiem, jaki może zaistnieć w ludzkim doświadczeniu, przy czym jest związkiem bezpłciowym, a-seksualnym. Jego ambiwalencja opiera się ponadto na fakcie, że jest bytem zarówno fikcyjnym (uosobieniem społecznej i cielesnej rzeczywistości) jak i źródłem wyobraźni, z którego można czerpać pomysły – jest zatem zarazem „zamknięty” i „otwarty”. Natura cyborga w dzisiejszej polityce opiera się na symbolu C3I (command-control-communication-intelligence).
Tradycja zachodniej myśli, nauki i polityki wymusza postrzeganie relacji między maszyną a organizmem w kategoriach walki o linie podziału, czy jednak jest to jedyne możliwe spojrzenie? I czy aby na pewno słuszne?
Haraway mówi o przyjemności wynikającej ze znoszenia granic. Świat cyborgów jest dla niej w pewnym stopniu utopią, w której nie ma miejsca na rozróżnianie według kryterium płci – cyborg jest post-płciowy, co jednak nie oznacza biseksualizmu. Mity o pierwotnej jedności i błogostanie, w którego wszyscy rozpoczęliśmy nasze istnienie leży u podstaw psychoanalizy. Człowiek w trakcie swojego rozwoju spostrzega różnice oddzielające go od pierwotnej jedności, z których to różnic bierze się próba panowania nad naturą. Cyborg jest z założenia wolny od tych dylematów, nie dojrzewa płciowo i jego tożsamość nie opiera się na poczuciu płciowej różnicy. Poddaje się zatem fragmentaryzacji, lubi ironię, pozwala sobie na intymność i perwersję. Jest sam w sobie kompletny – zatem nie odczuwa braku, i charakterystycznej dla człowieka samotności. Nie jest częścią kosmosu, nie szuka więc holizmu. Jest nieprzewidzianym potomkiem militaryzmu i patriarchalnego kapitalizmu – ale przecież w jego przypadku ojciec naprawdę się nie liczy.
Sama refleksja o cyborgu może zaistnieć dzięki upadkowi trzech kluczowych granic:
- oddzielającej człowieka od zwierzęcia – nie tylko zanikła wyrazistość różnicy nakreślanej pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem, ale nawet jej potrzeba. A współczesny mit o cyborgu powstaje dokładnie w miejscu zanikania tej granicy.
- oddzielającej organizm zwierzęco-ludzki od maszyny – niegdyś maszyny nie były autonomiczne, nie były twórcami siebie samych, uznanie jej za byt byłoby paranoją. Dziś nie jest to już tak jednoznaczne – różnica między naturalnym i sztucznym, umysłem i ciałem, samorozwojem a konstrukcją stała się dwuznaczna. Nie ma już pewności w uznaniu czegoś za naturalne, upadła także rola kobiety jako jedynej dawczyni życia.
- utrata precyzyjności granicy między fizycznym i niefizycznym – a sprawiła to miniaturyzacja – małe jest groźne. Nasze najdoskonalsze wynalazki, maszyny, mają źródło w promieniach słonecznych – w falach elektromagnetycznych. Materialni, nieprzezroczyści ludzie nigdy nie osiągną tak płynnej szybkości. Cyborgi to eter. Ale ich niewidzialność jest przyczyną ich śmiertelności, są niemal niedostrzegalne zarówno w sensie fizycznym, jak i politycznym.
Oceniając ideę cyborga Haraway dostrzega, iż z jednej strony jest to próba narzucenia siatki kontroli na całej planecie, ostatecznego urzeczywistnienia procesu abstrahowania, z drugiej zaś jest to nasza dzisiejsza rzeczywistość, w której ludzie nie odrzucają związków ze zwierzętami i maszynami i nie lękają się nieustannej niepewności granic tożsamości.
Poważnym zatarciem granic między sztuczną technologią a naturalną cielesnością jest spotkanie „NASA” z „NATURĄ”. Według Małgorzaty Szwed-Kasperek („Postbiologiczne technociała: od ciała cyborga do ciała wirualnego“) bycie cyborgiem jest zaledwie etapem na drodze do wirtualizacji – chwilowo bowiem, żeby zwirtualizować ciało musimy użyć różnych przyrządów. Ciało cyborga jest tworem sztucznym (łączącym naturalne i mechaniczne), ciało wirtualne będzie zaś „syntetyczne” – całkowicie scyfryzowane, zdematerializowane. Nie będzie to dla nas zresztą aż taka nowość, skoro od tysięcy lat chrześcijaństwo odrzuca niedoskonałe, doczesne ciało, kładąc akcent na duchowy aspekt istnienia.
Cyborg jest jednym z dwóch uzupełniających się trybów przekraczania cielesności, transgresji dokonującej się dzięki zapośredniczeniu wszelkiej aktywności poprzez narzędzie (M. Kamińska „MorF? Płeć a Internet: nowe perspektywy badawcze“). Pierwszy tryb przebiega poprzez „wyemitowanie” bezcielesnego wtórnika podmiotu w przestrzeń wirtualną – a jego realizacją jest tzw. persona, drugi – poprzez udzielenie swemu ciału poprzez aparat cybernetycznych przedłużeń organów i jego realizacją jest właśnie cyborg.
Cyborg jest zatem, lub stanie się niedługo, bohaterem świata wirtualnego, zakotwiczonego w internetowej sieci. Jego aseksualność i bezpłciowość (Haraway) Magdalena Kamińska zamienia więc na płeć kulturową: „tą, która znajduje w nim [Internecie] swój wyraz jest nie płeć biologiczna, skorelowana z pojęciami ciała i seksu, lecz płeć kulturowa (gender) związana nie tyle z ciałem, ile ze znakiem i obrazem”.
Richard Barbrook („The Sacred Cyborg“) zauważa z kolei, że u podstaw istnienia samego cyborga, co i jego mitu stoi wcale nie tak bardzo zmienna ludzka kondycja. Kiedy wraz z nadejściem postmodernizmu upadły wielkie narracje w świadomości (czy raczej podświadomości) ludzkiej pojawiła się pustka. Wbrew pozorom wcale nie funkcjonujemy obecnie w przestrzeni próżni narracyjnej – ludzka mentalność stworzyła sobie nową istotę boską, na miarę nowych czasów. Nasz nowy bóg jest zbudowany z silikonu, plastiku i metalu, a egzystuje na podstawie naszych atawistycznych fantazji:
- posiadania dzieci bez aktu seksualnego, posiadania dzieci przez mężczyzn – kreacja życia w oderwaniu od ludzkiej fizyczności jest odwiecznym patriarchalnym mitem; poprzez udawanie, że można stworzyć program komputerowy wyposażony w podobną ludzkiej świadomość mężczyźni pragną dowieść, że są zdolni stworzyć życie bez emocji, empatii i uspołecznienia, zapominając przy tym, że ludzka świadomość nie jest tylko produktem elektronicznych impulsów w procesie mózgowym, lecz także kulminacją długiego procesu rozwoju społecznego
- lojalnych niewolników – niewolnictwo funkcjonowało na pewnym etapie rozwoju w niemal każdym społeczeństwie, cyborg ma być spełnieniem marzenia o posiadaniu niewolnika, bez poczucia winy; technologia nigdy nie jest czysto naukowo-przemysłowym zjawiskiem, jest przede wszystkim krystalizacją społecznych relacji międzyludzkich
- nieśmiertelności - główną „siłą napędową” tradycyjnych religii była składana przez nie obietnica życia wiecznego; ułuda technologicznie osiąganej nieśmiertelności odwraca naszą uwagę od praktycznych problemów, których rozwiązanie wpłynęłoby na jakość życia, które jest jeszcze przed nami
- osiągnięcia stanu czystego bytu – nadzieja na oderwanie ducha od materii jest nadzieją bez pokrycia, jako że nowoczesna technologia nie eliminuje współzależności między naszym ciałem a umysłem, nawet korzystając z awatarów, przebywając w cyberprzestrzeni, wciąż pozostajemy fizycznie istniejącymi ludźmi, siedzącymi przed ekranami komputerów
Popularność mitu sztucznej inteligencji (SI) dowodzi jedynie pragnienia zrozumienia naszej historycznej przeszłości i prawdopodobnej przyszłości. Upadek wielkich narracji i wielkich ideologii daje nam niepowtarzalną szansę by ożywić nieco zapomniane ideały wolności, równości, braterstwa – i to, czego nam potrzeba to trochę intensywnego myślenia o tym, jak mogą być one zrealizowane we współczesnym kontekście. Należy także odrzucić mit o SI – jest to krok konieczny ku znaczącej poprawie rzeczywistości ludzkiego życia. Tak przynajmniej uważa Barbrook.
I wydaje się, że pośród badaczy znaleźć można zwolenników dwóch perspektyw, z których pierwsza oznacza, że to człowiek ewoluuje w stronę maszyny, a druga – że maszyna w stronę człowieka. Czy to ambicją ludzką jest nabycie kondycji charakterystycznej dla cyborga, czy raczej forma jaką jest człowiek może zostać uznana za konstrukt najdoskonalszy – tak by stał się celem dążeń? Wbrew pozornej odczłowieczającej funkcji pierwszego stanowiska wydaje mi się ono bardziej rozwojowe dla jednostki ludzkiej – zakłada bowiem samą konieczność zmian (niezależnie od tego, czy dążenie ku cyborgizacji jest dążeniem najwłaściwszym), druga bowiem postawa postuluje skończoność i najbliższą postać możliwej doskonałości.
Jay David Bolter w książce „Człowiek Turinga” pyta,: „czy koncepcja człowieka jako komputera powinna być dla nas czymś odpychającym?” i jest to także pytanie, które można rozpatrywać w dwóch aspektach – czy jest to uproszczenie natury ludzkiej, czy niedościgniony cel działań i dążeń. Większość badaczy jest wciąż zgodna, że natura i świadomość ludzka są zjawiskami, którym nie może chwilowo dorównać żadne z osiągnięć nowoczesnej techniki. Komputer nie ma możliwości subiektywnego, czy celowego działania. Komputer nie współodczuwa. A jednak komplementem złożonym samym sobie jest wiara, że ludzkość zawsze w swoich działaniach kierowała się ideałami wrażliwości, miłości przyrody i bycia twórczym. To nie komputer dysponuje zdolnością by nas tego pozbawić, raczej sami chętnie zapominaliśmy o istnieniu tychże wartości.
Człowiek współczesny wcale nie jest kategorią, która pozostawała niezmienna przez wieki – w starożytności ceniono linearność, powierzchowność i dotykalność, w kulturze zachodnioeuropejskiej – fascynację głębią, pragnienie przeniknięcia rzeczywistości. Wiek komputeryzacji i cyborgizacji to nowy typ wrażliwości.
Człowiek Turinga dziedziczy ideały epoki starożytnej i kultury Zachodniej, lecz w efekcie staje się czymś zupełnie nowym. Przesuwa przynajmniej jedną z granic myślenia zachodnioeuropejskiego – linię dzielącą naturę od artefaktów. W świecie człowieka Turinga całkowite przejście od naturalnego do sztucznego staje się możliwe i wyobrażalne. Sposób, w jaki jednostka ludzka funkcjonuje i interpretuje zagadnienia tylko w niewielkim stopniu zależne jest od przyrodzonych jej cech, w głównej mierze jest to rezultat wyuczonych i zaakceptowanych społecznie zachowań.
W świetle zainteresowań współczesnego społeczeństwa samodoskonalenie staje na pierwszym planie – człowiek jednak nie chce czekać na rozwiązania naturalne, woli traktować siebie jako software raczej niż hardware. Sam staje się tworem sztucznym i w sztuczność przekształca naturę. Wyrastając z tradycji myślenia zachodnioeuropejskiego traci jednakże zainteresowanie głębią.
Powierzchowne podejście do siebie i otoczenia w rezultacie konstruuje mit sztucznej inteligencji, która ma stać się dowodem, że w ludzkiej naturze nie ma nic głębszego, kryjącego się pod powłoką, nic tajemniczego. I nie zaskakuje tu wiara, że z człowiekiem będzie tak jak z maszyną – gdy tylko odkryjemy jego strukturę i oprogramowanie, zniknie cała jego tajemniczość.
Wszystko, cała rzeczywistość człowieka Turinga jest podporządkowana regułom charakterystycznym dla gry - jeżeli już podejmuje się analizę, to po to by działać, nie po to by zrozumieć. Samodoskonalenie jest natomiast podejmowane w kategorii zwiększania wydajności. W całą rzeczywistość medium elektronicznego wpisana jest tymczasowość – nic nie pozostaje tu długo w tej samej formie. Także człowiek. Jednak ten postęp nie jest wyposażony w interpretacyjną moc oferowaną przez świadomość historii. Jedynymi ograniczeniami, jakie dostrzega człowiek Turinga są więc ograniczenia materiałowe. Jest ponadto świadomy skończoności swojej natury – skończoność zatem staje się naczelną kategorią jego świata, podobnie jak polityka zarządzania ograniczonymi zasobami.
Nasza rosnąca świadomość dotycząca powyższego stanu rzeczy nie jest bez znaczenia. Być może bowiem mając na uwadze możliwość zawodu, jaki może przynieść nasza kultura w przypadku właściwego zastosowania postępu technologicznego będziemy mogli próbować mu zapobiec, lub w ostateczności… wyposażyć te przeklinane obecnie komputery w skłonność do „ludzkiego traktowania istot ludzkich“. Jako, że człowiek Turinga pozostaje nieczuły na historyczny i intelektualny kontekst swej pracy, przyszłość jest dla niego przedłużeniem technologicznej teraźniejszości. Technika może być dla niego kontekstualnym przypomnieniem.
Ważne jest żeby zacząć traktować komputer jako narzędzie raczej aniżeli maszynę, razem z całymi tego faktu następstwami. Bolter argumentuje za syntezą człowieka i komputera niż za zastępowaniem go przez maszynę, postulując raczej „inteligencję syntetyczną” niż „sztuczną”. Całkowita eliminacja techniki nie wchodzi już w grę, lecz wciąż jeszcze jako ludzie możemy „wygrać” relacje, w które wejdziemy z komputerami. Za naszym całym dziełem stworzenia stoją często ideały, których w rzeczywistości nie traktujemy jako zobowiązujące. Znacznie większe (moralne) oczekiwania mamy w stosunku do bytów nam odmiennych, niż do samych siebie. A zatem biorąc pod uwagę stan naszej kultury obecnie, być może nie będzie dla nas tak źle, jeśli w pewnym stopniu ewoluujemy w stronę maszyn?
Perspektywa cyborga to jeszcze jeden aspekt. Oczekujemy, że doświadczenie surfowania w sieci, doświadczenie immersyjnej rzeczywistości wirtualnej przeniesie nas z przestrzeni materialnej w hiperrzeczywistą sferę, w której ciało zostanie daleko w tyle, w wizji radykalnej – porzucone, podczas gdy świadomość zostanie przeniesiona do maszyny. Konsekwencje takiego stanu rzeczy – tego języka dematerializacji są głęboko niepokojące.
Jak pisze Sean Cubitt („The Virtual Disembodied: A Crisis in Post-humanism“) trudno stwierdzić, czy gorszy los czeka tych, których racje ekonomiczne lub geograficzne wykluczą z elektronicznego uniwersum, czy tych, którzy zostaną przezeń wchłonięci. I co stanie się z tymi prawdopodobnie pozbawionymi przytomności, pozostawionymi przed jaśniejącymi monitorami, niewrażliwymi, obojętnymi wobec coraz więcej pożerającego medi-obrazu? Kultura oderwania od ciała, to kultura która wyrosła z ery telewizji. Pojawiają się nowe wartości, które zaznaczają porzucenie ciała na drodze do wyobrażonego świata fantazji. Zmieniła się także, o czym już wspominano, granica między człowiekiem i maszyną.
Kluczowym pojęciem wobec człowieka naszych czasów jest pojęcie post-człowieka. Ponieważ ciało jest uznane za narzędzie wyłaniającego się umysłu, może być zastąpione przez protezy.
Czy Virilio ma rację, twierdząc, że ubrane w piękne słowa przedsięwzięcia Stelarca to przejawy nowej eugeniki i być może, neofaszyzmu?
Cybernetyce przyda się chyba trochę cybern – etyki.

