W rzeczywistości światobrazu. Kontrowersje wokół immersji.
grudzień 12, 2007 autor eversed
Immersja jest w oczach wielu teoretyków postmodernizmu postrzegana jako pasywne poddawanie się autorytetowi designera świata – uległości, którą oddaje przykład złapanego w pułapkę turysty, w zamkniętych wirtualnych ośrodkach wypoczynkowych, którego jedyną wolnością jest wolność użycia karty kredytowej. (I gdzie tu miejsce na podmiotowość?).
Żyjemy w wieku semiotyki, wieku, który wielbi znaki. Współczesne teorie, jak dekonstrukcja, uczą nas, że możemy osiągnąć wolność umysłu jedynie poprzez uwolnienie się od znaku. W pewien sposób VR podziela to przekonanie. Jednak o ile VR poszukuje tej wolności w zanikaniu znaków, teorie współczesne postrzegają znak jako materię wszystkich rzeczywistości i warunek wstępny myśli. Wolność od znaku nie jest możliwa poprzez ich zniknięcie, lecz przez świadomość ich istnienia, ich wszechobecności, podobnie jak świadomość ich umownej i arbitralnej natury.
Estetyka immersji obecnie powraca – głównie w tzw. kulturze wysokiej, ma jednak tendencje do rozszerzania się także na kulturę popularną – poprzez estetykę tekstu. Rola znaków, jako konstruktorów rzeczywistości musi być widzialna, aby mogły one zostać odczytane.
Tryb komunikacji, który dąży do przezroczystości medium wyzuwa użytkownika z jego istotnych umiejętności. Semiotyczną ślepotę spowodowaną przez immersję znakomicie obrazuje anegdota: Diderot kilkakrotnie podchodził do lektury „Klarysy” w celu oceny umiejętności Richardsona, nigdy jednak oceny tej nie dokonał, gdyż za każdym razem tak głęboko osobiście angażował się w fabułę, że tracił swój zmysł krytyczny. Według Davida Boltera („Writing Space. The Computer, Hipertext, and the History of Writing“), ta utrata krytycznego podejścia jest charakterystyczna dla VR. Według Boltera, VR nie może podtrzymać rozwoju intelektualnego lub kulturowego, jest bowiem medium percepcyjnym, a nie medium znaku. Jest to według niego wirtualna telewizja. Z karygodnym brakiem semiotyki.
„W obliczu niepowstrzymanego strumienia ludzkiego istnieją dwa przeciwstawne rozwiązania. Albo wojna, w jakiejkolwiek formie, pełna pogardy dla ludzkości. A więc życie ludzkie traci swą wartość. Człowiek jest traktowany jak bydło lub jak mrówka. Wygłodzony, przerażony, wykorzystywany, deportowany, masakrowany.
Albo pochwała ludzkości, traktowanej jako nadrzędna wartość, jako cudowne, bezcenne zasoby. Aby Wartości nadać wartość, mimo trudności i konfliktów, niestrudzenie podejmujemy się nawiązania więzi między ludźmi różnego wieku i różnej płci, między narodami i kulturami. Drugie rozwiązanie, którego symbolem jest telekomunikacja, zakłada uznanie bliźniego, wzajemny kontakt, pomoc, współpracę, stowarzyszanie się, negocjowanie, niezależnie od różnic poglądów i interesów. Telekomunikacja rzeczywiście daje możliwość przyjacielskich kontaktów na całym świecie, zgodnych z umową transakcji, przekazywania wiedzy, wymiany umiejętności i pokojowego odkrywania różnic.”
A jednak Martin Heidegger, w tekście „Czas światobrazu” wskazywałby raczej, że kolejność w tym przypadku jest nieco inna. To nie zainteresowanie człowiekiem i chęć nawiązania więzi ewokuje telekomunikację, będącą pewną pochodną rozwoju technik wizualnych, lecz na odwrót – to fakt, że żyjemy w czasie światobrazu ewokuje potrzebę porozumienia i nawiązania więzi z człowiekiem. Światobraz jest czymś więcej bowiem niż tylko obrazem świata. Światobraz to pewna kompetencja kulturowa, zdolność współczesnego człowieka – i tylko człowieka współczesnego – do postawienia świata w pozycji podległej jego obserwacji. Świat jako byt istnieje tylko wtedy i tylko w taki sposób, w jaki postanawia go człowiek. I im bardziej byt ten – obiekt obserwacji – zobrazowania – staje się obiektywniejszy, tym większą wagę przykłada się do obserwatora. Wysuwa się on na plan pierwszy, stanowiąc o rozwoju takich nauk, jak antropologia, stanowiąc o rozwoju szeroko pojętego humanizmu.
Nowoczesny świat-obraz zmienia spojrzenie jego mieszkańców. Nie tylko w płaszczyźnie teologicznej, ale także moralnej, artystycznej i ogólnoludzkiej.
Rzeczywistość wirtualna stanowiłaby zatem jakiś dowód na rzecz znudzenia człowieka światem rzeczywistym. Czy wręcz – znudzenia sobą samym. Czyni on bowiem w tym momencie obraz nie tylko ze świata, ale także z ludzi, środowiska, a wręcz – z samego siebie.
A chęć zanurzenia – czy może być próba powrotu do dawnych relacji człowiek – świat? Jak było w średniowieczu, gdy za całość istnienia odpowiadał Bóg stwórca – także za stworzenie człowieka, który stał w jakimś porządku powyższego stworzenia, bez praw do uprzedmiotowiania żadnego bytu poprzez swoją obserwację, przez obrazowanie.
Z drugiej zaś strony, według Jarona Laniera, rzeczywistość wirtualna stanowi sposób na poznanie samego siebie przynajmniej w takim samym stopniu w jakim jest sposobem na poznanie jakiegokolwiek świata. Byłaby to zatem technologia praktyczna, pozwalająca wniknąć w istotę naszej fizycznej i psychicznej kondycji, umożliwiającej zaistnienie fenomenu VR.
W artykule dotyczącym immersji, zamieszczonym na stronie www.techsty.art.pl., czytamy: „Matrix, metavers, wirtualna rzeczywistość czyli najkrócej mówiąc - świat zwizualizowanych informacji - to oczywiście coś więcej niż połączone ze sobą na różne sposoby fragmenty tekstu. Niemniej - czytanie hipertekstu a zanurzanie się w matrycę - łączy co najmniej kilka elementów: w obu przypadkach jednostkami, które tworzą lub scalają strukturę środowiska są punkty węzłowe - miejsca przecinania się strumieni informacji, tekstu. I w matrixie, i w hipertekście są one zwizualizowane: w klasycznym modelu wirtualnej rzeczywistości są to na przykład budynki, w hipertekście - leksje lub każde miejsca, do których prowadzą odnośniki. Strumienie sensu, dzięki mapom hipertekstowym - są zwizualizowane a czytelnik sam wybiera sobie tory, po których się porusza. Doświadczenie immersji pojawia się pomiędzy tymi punktami.”
Doświadczenie immersji w takim ujęciu bardzo przypomina doświadczanie własnej wyobraźni, która przemieszczając się między elementami dobrze jej znanymi, tworzy zupełnie nową jakość.
Według Marie Laure Ryan dotychczasowa wirtualność tekstu klasycznego opierała się na głębi treści, która tak dalece wciągała czytelnika w akcję, że świat rzeczywisty przestawał mieć znaczenie. Obecna wirtualność to raczej głębia formy i tego, co ona oferuje. To jest trochę jak różnica wierzącego w wielkie narracje modernizmu i całkowicie odrzucającego je postmodernizmu. No bo przecież w świecie wirtualnej rzeczywistości także nie ma wielkich narracji? Chyba że jest to kolejny mit.
Zawojski („Wewnątrz obrazów. Immersja zamiast iluzji“) pisze: „Zjawisko immersji odróżnić należy od tele-immersji (…) O ile jednak przestrzeń immersyjna jest przestrzenią lokalną, to tele-immersja stwarza iluzję możliwości transportowalności naszego ciała w inne miejsce.”
Jaron Lanier podczas wykładu wygłoszonego w Polsce w 1997 roku na festiwalu WRO 97, zwrócił uwagę na dwa, nierozerwalnie związane z naturą ludzką fakty. Istotą obu jest kondycja ludzkiego mózgu. Tylko dzięki jego słabości zawdzięczamy w ogóle możliwość zaistnienia rzeczywistości wirtualnej - nasze zmysły nie są bowiem doskonałe i w dużej mierze nasz mózg dopowiada, dookreśla sobie obraz rzeczywistości, przekazywany mu przez sensory, korzystając z już posiadanych przezeń informacji. Tylko jego sile zawdzięczać będziemy możliwość posługiwania się w rzeczywistości wirtualnej członkami, którymi nie obdarzyła nas natura, tylko dzięki niej mamy szanse doświadczyć funkcjonowania w obcym ciele.
Może zatem zdołamy istnieć w wielu miejscach naraz. Może nawet zachowując świadomość wszystkich swoich obecności.

