Postmodernistyczna rzeczywistość hipertekstu.
styczeń 4, 2008 autor eversed
Fascynujący, tajemniczy, wręcz intymny stosunek, w jaki wchodzą ze sobą nawzajem twórca, dzieło i odbiorca, stanowił przedmiot badań, dyskusji, sporów, głównie w dziedzinie sztuki. Niezależnie, czy dostrzeżemy w mediach punkty styczne ze sztuką jako taką, czy uparcie tym związkom zaprzeczymy, nie ulega wątpliwości, że gdy pojawia się komunikat, oznacza to, że ktoś go nadał i że do kogoś ma on trafić.
Komunikat staje się bytem, ale w subiektywnym świecie indywidualnych doznań staje się bytem wielorakim, niejednoznacznym. A jego znaczenie staje się płynne, migocące.
Funkcjonujemy wszyscy w świecie tych ulotnych znaczeń, epifanii, z których każda jest względna, bo relatywizm jest desygnatem naszych czasów.
Rzeczywistość epifanii
Współczesna teoria mediów wiele uwagi poświęca znaczeniu. Jest to kierowanie się w stronę filozofii, która wbrew pozorom nie pyta o prawdę, tylko o znaczenie zjawisk. Wiąże się z tym pojęcie intencji przekazu, komunikatów jawnych i ukrytych, i zdolności odbiorców do konsumowania znaczeń.
John Fiske idzie o krok dalej, jako jeden z nielicznych zwraca uwagę na aktywną rolę odbiorcy nie tylko w odbieraniu znaczenia, ale w kształtowaniu go. Fascynujący, tajemniczy, wręcz intymny stosunek, w jaki wchodzą ze sobą nawzajem twórca, dzieło i odbiorca, stanowił przedmiot badań, dyskusji, sporów, głównie w dziedzinie sztuki. Niezależnie, czy dostrzeżemy w mediach punkty styczne ze sztuką jako taką, czy uparcie tym związkom zaprzeczymy, nie ulega wątpliwości, że gdy pojawia się komunikat, oznacza to, że ktoś go nadał i że do kogoś ma on trafić.
Komunikat staje się bytem, ale w subiektywnym świecie indywidualnych doznań staje się bytem wielorakim, niejednoznacznym. A jego znaczenie staje się płynne, migocące.
Funkcjonujemy wszyscy w świecie tych ulotnych znaczeń, epifanii, z których każda jest względna, bo relatywizm jest desygnatem naszych czasów. Legł w gruzach autorytet tradycji, który osadzał nas w świecie norm – norm, o których stanowił. Nie ma nic, do czego można by się odwołać w poszukiwaniu pewnika – nawet wiara, która obecnie jest wyborem jednego bieguna z opozycji, przestaje być wiarą w tradycyjnym rozumieniu tego słowa – przez samo to, że jest wyborem. Myśl potwierdza wszystko, ale myśl wszystkiemu zaprzecza. A nie ma możliwości wartościowania myśli – wszystkie mają ten sam status ontologiczny, wszystkie mają ten sam status w ogóle. Są sobie równoważne.
Nie ma niezachwianego (myślą, a już na pewno empirycznie) autorytetu, który stanowiłby o wyższości jednej myśli nad drugą. Nie ma autorytetu niezachwianego, który stanowiłby o wyższości jednego bytu nad innym. Nie ma autorytetu, który stanowiłby o wyższości jednego znaczenia nad innym. W dzisiejszych czasach znaczenie wynikające z intencji nadawcy i znaczenie, które nadał odbiorca są równie prawomocne. I równie prawdziwe.
Zerwanie nici tradycji, o którym mówiła Hanna Arendt pociąga za sobą przewartościowania w każdej sferze życia – od sfery formalnej, czy pojęciowej do sfery ideowej. Zanika hierarchia w każdej dziedzinie życia, zanika porządek – schematy i dogmaty. Każdy aksjomat nosi w sobie piętno banału i możliwość negacji samego siebie.
Fiske dostrzega w tym „instynkt samozachowawczy” postmodernizmu, który takimi założeniami skazywał każdą krytykę na niewiarygodność. Wszystko jest podważalne – oprócz postmodernizmu, którego natura jest relatywizmem i brakiem pewników. Postmodernizm stał się paradoksalnie prawdą ostateczną, a jakakolwiek próba dyskursu z tym stanem rzeczy tylko go potwierdzi. Jak każde ludzkie dziecko nosi w sobie postmodernizm szanse i zagrożenia, wady i zalety – niepewność, która jednakże mogłaby mobilizować do myślenia, przyjmowania odpowiedzialności za własne życie.
„Hiper” świat…
Hipertekstualność, która stawia wyzwania intelektowi człowieka i stanowi wieczną z nim grę – najpiękniejszy dla niego komplement, ale komplement który może stać się pustym pochlebstwem nie wyznaczając intelektowi celu. Hiperrealność – która pozwala doświadczać mu więcej i inaczej niż doświadczał do tej pory, ale odbiera właściwie rzeczy desygnowanej jej naturę, aurę i autentyczność. Człowiek stworzył świat, który teraz definiuje jego. A ponieważ jest to świat nieustannych sprzeczności – jakże człowiek naszych czasów mógłby okazać się inny?
Cechą postmodernizmu, który stanowi przecież o wolności człowieka jest to, że można stać się jego krytykiem, można stać się jego apologetą – i oba te stanowiska mają swoją własną prawdziwość. Demokracja stanowi warunek krytyczny (lub przynajmniej rozwojowy) postmodernizmu, więc może postmodernizm stanowi warunek krytyczny demokracji?
i „hiper” etyka.
Wszelkie wartości stanęły przed sądem – pozamoralną ich interpretacją. Egzystencjalizm zdaje się być konsekwencją tego, o czym pisze Fromm w swojej „Ucieczce od wolności” , konsekwencją tym o czym pisała Arendt – czy Nietzsche – jeżeli Bóg umarł, jeżeli nie ma już najwyższego autorytetu i sędziego – człowiek sam staje się sobie autorytetem i sędzią. Postulat dobra – jako sposobu na życie – ze względu na to, że być może to życie jest wszystkim co mamy – nie ma siły obligującej. Jest jedynie możliwością, wyborem, nie jest dogmatem. Nie musimy – nie powinniśmy być dobrzy – jedynie możemy tacy być.
Być może uwewnętrzniony ideał znaczy więcej niż ideał narzucony przez odgórny autorytet. Być może.
Zdaje się wierzyć w to Hanna Arendt, mówiąc o tym, że zło jest bezmyślne. W końcu, żeby ustanowić własny ideał trzeba wysilić się bardziej, niż tylko przyjąć coś, co jest w nas kulturowo wdrukowywane. Pod tym względem wierzącym (opierającym się na autorytecie tradycji) sprzed epoki postmodernizmu łatwiej było wpadać w pułapkę zła – bezrefleksyjnie czynili to, co autorytet im kazał. Byłabym skłonna zgodzić się z tym, że skłonność do nieustannego zadawania sobie pytań (myślenia – w rozumieniu Arendt) stanowi o świadomości wyborów – czy w końcu o dobru, gdyby nie prześladująca mnie obawa, że społeczeństwo nie ma takiej umiejętności wyrobionej. Co więcej - nie robi się nic, by temu zapobiec – bo niestety bezrefleksyjnym społeczeństwem łatwiej sterować. Masy dokonują jednorazowego wyboru ideologii, których zwolennikami stają się od tej pory (bezrefleksyjnie, a jakże) – dokonując frommowskiej ucieczki od wolności, która oznacza odpowiedzialność. Masy dokonują jednorazowego wyboru znaczeń.
Religia wciąż stanowi opium dla ludu. Jedyna różnicą jest ich wielość.
Bezrefleksyjność stanowi także o nieodpowiedzialnym, nieprzemyślanym, wybiórczym korzystaniu ze zdobyczy postmodernizmu.

